Przewrotny tytuł, nieprawdaż? ;)

Polski klimat jest nie dla mnie. Odżywam wiosną i latem. Panujące we Wrocławiu niemalże 40 stopni ostatniego lata także najprzyjemniejsze bez porządnego wiatraczka nie było, ale na pewno przyjemniejsze niż temperatura w okolicach zera stopni ;) nie cierpię zimowego wiatru, pluchy, korków wrocławskich spowodowanych odrobiną śniegu albo deszczu… Każdy kto pomieszkał w mieście krasnalu wystarczająco długo, wie o czym piszę.

Ostatni tydzień był fenomenalnie ciepły. Z czystą przyjemnością korzystałam z uroków słońca. Piękna, słoneczna pogoda, naprodukowałam się witaminy D w nadmiarze ;) Razem z nią wrócił mi humor, mimo przepracowania i zmęczenia, a nawet chwilowego nawrotu choroby… to wszystko znika, gdy na twarzy czuję ciepłe promienie słońca a wnętrzności nie skręca temperatura za oknem. Kwitną forsycje, ptaszki śpiewają, rowerzyści wrócili na ścieżki rowerowe – buzia sama się śmieje…