Miewam zachcianki, jak każdy. Czasem jedzeniowe – bo jak tu by się nie skusić np. na świeże truskawki prosto z krzaczka? ;) Czasem zupełnie inne. Na ładną pogodę, rowerek po naprawie albo listonosza przynoszącego pocztę chociaż raz gdy jestem w domu (a nie biedni sąsiedzi :D).

Ostatnio dopadają mnie zachciewajki, których po sobie się nie spodziewałam. Np. na suszone truskawki. Do suszarki do żywności przymierzałam się już długo, generalnie jednak wahałam się i wahałam… aż po przeczytaniu postu na jednym ze śledzonych blogów o suszeniu truskawek, po prostu poległam. Koszt niewielki, a suszarka pracuje pełną parą.

Mamy sezon, mam nadzieję, iż przed urlopem uda mi się ususzyć parę porządnych porcji różnych smakołyków. Zobaczymy. Może kiedyś uda mi się nawet zrobić np. suszone mięso? ;) Na razie truskawki się dosuszają, a ja czekam na wynik.