Poniedziałki bywają straszne, ale tym razem środa przebiła wszystko. Biegam po mieście i załatwiam sprawy jak w ukropie. Gdyby tylko wydłużyć dobę, aaach :) A to tylko zwykłe, normalne sprawy jakich pełno na co dzień.

Wpadłam na króŧką przerwę i z pakunkami do domu. Musiałam po raz n-ty odebrać paczkę  kurierską z GLS z miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc ;) Tak kiepsko płacą kurierom tej firmy, iż żal im 20 groszy na telefon przed dostarczeniem przesyłki? Albo to cecha osobnicza tego Pana, który mój rejon obsługuje. Kiedy czekałam aż znajdą moją paczkę (jak się okazało wepchniętą gdzieś za kalendarze), przyszedł inny Pan – kurier zostawił awizo w skrzynce, kiedy byli w domu. Żadnego domofonu, rzeczywistej próby dostarczenia, telefonu, nic. To się nazywa usługa ;) Do mnie to nawet Pocztex dzwoni, gdy trzeba, tylko z GLSa mają problem. Nie to, że mam uraz, głosuję po prostu nogami. Jak widzę, że ktoś wysyła coś GLSem, to po prostu u niego nie kupuję. Czasem niestety, jak teraz, nadziałam się na GLS niestety…