Dzisiaj nieco nietypowo, a mianowicie o… włosach. Metodą prób i błędów doszłam do tego, że chociaż lubię gdy moje włosy wyglądają dobrze – i uwielbiam gdy wyglądają świetnie – nie mam zacięcia do tego, by tak dobrze wyglądały. Jeśli jest jakieś określenie na kogoś, kto nie nadaje się na włosomaniaczkę, to będę pierwsza w kolejce ;)

Moją biedną czuprynę spotkał m.in. styling, keratynowe prostowanie, intensywne farbowanie jedno za drugim (po 2 tygodniach), spalenie rozjaśniaczem… Dzięki keratynie udało mi się znów zapuścić włosy, po długich latach przerwy. Dieta też wpływa na ich wygląd oczywiście i nie ma się co czarować, jeśli w kuchni jest kiepsko i nie dostarcza się odpowiednich składników odżywczych to nawet dbając na 1000% o włosy, nie będą one wyglądały zbyt dobrze.

Szczęśliwie, dieta niskowęglowodanowa jest ich pełna różnych przysmaków im służących. Kiedy codzienne zajmowanie się fryzurą sprowadza się do 5 minutowego UWU (umyję, wysuszę, upnę), zaczyna mieć to ogromne znaczenie.