Klasyka gatunku, można powiedzieć. Nie wiem, jak komuś może smakować barszczyk z torebki, i to na święta, ale cóż, nie takie wynalazki swego czasu spożywałam ;)

Potrzebne będą: najprawdziwszy wywar z włoszczyzny lub inny produkt rosołopodobny, za wyjątkiem rozpuszczonej kostki rosołowej ;), kwas buraczany, prawdziwe buraczki i przyprawy. Opcjonalnie wskazane są suszone śliwki czy suszone grzyby.

Wywar na barszcz można sporządzić np. z samej włoszczyzny – ugotować przygotowaną włoszczyznę mniej więcej w 1,5 litra wody, doprawić solą i pieprzem, listkiem laurowym, zielem angielskim, etc. Ja dodałam do tego kilka suszonych śliwek, i pokrojony boczek – dla smaczku ;) niektórzy przygotowują do tego wywar z suszonych, gotowanych grzybów – ja nie dysponuję tym luksusem, obyło się bez. 

W tak przygotowanym wywarze (odcedzonym) gotujemy obrane buraczki, pokrojone na mniejsze cząstki. Znów jakieś 20-25 minut. U mnie trzy spore buraczki. Przecedzam znów by płyn był klarowny i bez żadnych resztek po poprzednich półproduktach. Dolewam kwasu buraczanego (proporcja dowolna, ja dałam mniej więcej 1/3 kwasu na wywar), podgrzewam i gotowe. Nie zagotowuję gotowego barszczu!