Jestem osobą, która miała to szczęście mieszkać zarówno na wsi, jak i w dużym mieście. Aktualnie zasilam populację jednego z największych polskich miast i nie mogę powiedzieć, że żałuję tej przeprowadzki. Za oknem hula wicher, zimnica (ale to nic w porównaniu do rodzinnej miejscowości, gdzie rano było 10 stopni celcjusza mniej -na termometrze). Mam ciepło, nie ma przerw w dostawie prądu, wszystko niemal chodzi jakby nic się nie działo –  tylko net wrednie z Netii przestaje dawać radę. Nie wyobrażam sobie dzień dzień palić w piecu, dwa dni obywać się bez światła, albo co gorsze, mieć ciepłą wodę z bojlera gdy nie ma zasilania.. dzień w dzień odkopywać drogę „na zewnątrz” albo pomstować na kradnących paliwo kierowców odśnieżarki, którzy robią puste trasy… Kocham mój rodzinny dom, ale za takie „rozrywki” na co dzień każdej zimy, podziękuję. Obejdę się bez nich… wszystkie te kłopoty nie są warte romantycznego obrazka domu przysypanego śniegiem, który co najwyżej codziennie bym oglądała z rezygnacją i myślą, ile to jeszcze odśnieżania przede mną…