Odebrałam rower z serwisu wczoraj. Mimo kiepskiej pogody i deszczu, przejechałam się trochę ;) Dzisiaj aura znacznie bardziej sprzyjała przejażdżkom, wybrałam się zatem do Obi po rośliny na balkon. Mały tłumek tam był, chociaż ja nabyłam jedynie specyfik do odstraszania gołębi. Te paskudy niestety wróciły tej wiosny i niejeden raz zdążyły mi podnieść ciśnienie ;)

Drogo w Obi i w zasadzie niewiele ciekawego. Jutro wybiorę się po pracy do sklepu na Nowym Dworze. Też nie mają jakiś rewelacji, ale z drugiej strony tam za sadzonkę ziół nie przepłacę 5xtyle. No i moje pieniądze zasilą miejscowych – to też ma swoje znaczenie. Skoro to do tanich nie należy, nie widzę powodu by nie kupować u lokalnych.

Piękna słoneczna pogoda wywołuje tęsknotę za świeżymy warzywami i owocami. Na razie to co jest w sklepach, trudno do nich zaliczyć, ani nie ma tego smaku co w sezonie, a w dodatku drogie jak diabli. Ale cóż, już niedługo ;) Na razie ratuję się sokiem Vega Tymbarku. Całkiem nieźle smakuje, a skład też nie zawiera tablicy M. W sumie szkoda, że tak ciężko go dostać we Wrocku.