Dzisiaj na zakupach poczułam się jak za czasów PRL-u. Puste półki z resztkami jakichś opakowań, straszyły mnie smętnie. Upały za oknem sprawiają, że niektóre dobra stają się towarem wybitnie deficytowym.

Uwielbiam wodę Muszyniankę. Na rynku jest inna, MuszynA – obie wersje opakowań wody gazowanej i niegazowanej po prostu skopiowane od konkurenta. Kupiłam kiedyś z ciekawości. Jednak nie ten smak ;) na dodatek Muszyna, która jest w 2 litrowych butelkach, ma je znacznie gorszej jakości (cienkie) i czasem podnosząc ją możemy niechcący zupełnie wylać połowę butelki gdzieś po drodze. Muszyniankę wywiało, Muszyny było pod dostatkiem. Chyba inni kupujący mają zdanie podobne do mojego… ;)

Innym towarem deficytowym jest mięta. Również wcięło, i to w kilku sklepach. Rzucili się na niepozorną roślinkę…

Szczęście, jutro ma przyjść trochę deszczu i ochłodzenie. Przynajmniej mi się galaretka zetnie… Pełna natchnienia zrobiłam dzisiaj nieco różnych deserów, aż trzy… jutro wstawię przepis, ze zdjęciami. Na tapecie jest mus kakaowy z kaszy manny i awokado, galaretka herbaciana oraz bezy (suszą się w piekarniku – im przynajmniej wysoka temperatura nie straszna ;) ).