Dzisiaj wracamy do Taubesa. ;) Pierwsze cytaty znajdziecie w pierwszym artykule omawiającym książkę „Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić?” , a całą serię cytatów pod górnym menu „Taubes„.

Podkreślenia oczywiście są mojego autorstwa. Tekst poniższy nie jest bezpośrednim cytatem, wycięłam nieco zdań z oryginalnego cytowanego tekstu by nie zanudzać i wyciągnąć najważniejsze informacje. Gdzieniegdzie mój komentarz. Miłej lektury :)

Jak się okazuje, przede wszystkim dwa czynniki determinują, ile tłuszczu gromadzi nasz organizm, i oba mają związek z hormonem — insuliną.

 

Przykro mi to pisać, ale większość wokół nas nam wciska, że tymi dwoma czynnikami jest obżarstwo i lenistwo. Niewiarygodne, z jaką nienawiścią spotykają się ludzie otyli. Doświadczyłam jej na swojej skórze i widzę nadal wokół.

Po pierwsze, gdy podnosi się poziom insuliny, tkanka tłuszczowa narasta; gdy poziom insuliny opada, tłuszcz uwalnia się z tkanki tłuszczowej i zaczyna być spalany, żeby organizm zyskał paliwo. O tym fakcie wiemy od początku lat sześćdziesiątych XX wieku i nigdy nie budził on kontrowersji.
Po drugie, poziom insuliny w naszym organizmie zależy od węglowodanów, które spożywamy — może nie całkowicie, ale w większości. Im więcej węglowodanów zjadamy, im łatwiejsze są one do strawienia i słodsze, tym więcej wydziela się insuliny i tym wyższy jest jej poziom w naszym krwiobiegu, a zatem więcej tłuszczu zatrzymuje się w komórkach tłuszczowych.
Nauka mówi nam, że otyłość to skutek nierównowagi hormonalnej, nie kalorycznej — a konkretnie, stymulacji wydzielania insuliny dzięki przyjmowaniu pożywienia łatwo strawnego, bogatego w węglowodany: rafinowanych węglowodanów, jak mąka i ziarna zbóż, bogatych w skrobię warzyw, jak ziemniaki, i cukrów, jak sacharoza (cukier kuchenny) oraz bogaty we fruktozę syrop kukurydziany. Te węglowodany powodują, że tyjemy, a ponieważ dzięki nim w naszym organizmie gromadzi się tłuszcz, sprawiają, że czujemy się bardziej głodni i nie chce się nam ruszać.

Jeśli celem czytelników tej książki jest otrzymanie odpowiedzi na pytanie: Co mamy robić, żeby utrzymać szczupłą sylwetkę lub pozbyć się nadmiaru tłuszczu?, oto ona: Unikajcie pożywienia bogatego w węglowodany, a im jest ono słodsze lub łatwiejsze do spożycia i strawienia (najgorsze są chyba płynne węglowodany — piwo, soki owocowe i napoje gazowane), tym bardziej prawdopodobne, że sprzyja tyciu i tym bardziej powinniście go unikać.

 

 

Ta wiedza nie jest czymś nowym. Aż do lat sześćdziesiątych XX wieku (więcej o tym później) były to powszechnie panujące poglądy. Pożywienie bogate w węglowodany — chleb, makaron, ziemniaki, słodycze, piwo — uważano za wyjątkowo tuczące. Pisano o tym również w wielu — często bestsellerowych — książkach na temat diet. Jednak i sam fakt, i jego podstawy naukowe były przekręcane lub błędnie interpretowane, zarówno przez zwolenników diet niskowęglowodanowych, jak i przez tych, którzy utrzymują, że te diety to niebezpieczne przelotne mody (wśród nich Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne). Dlatego chciałbym je przedstawić jeszcze raz.

 

W tym wstępie Taubes w zasadzie sygnalizuje to, co jest przedmiotem książki. Nie on wymyślił niskowęglowodanową modę ani teorię za tym stojącą. Znałazł, opisał i przytoczył wiedzę dostępną i powszechną aż do lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, przy okazji dyskredytując tzw. szarą naukę, opisując szczegółowo jak doszło do tego, że zaczęła się antytłuszczowa histeria. Ta książka to naprawdę niezłe omówienie, jak tworzy się powszechnie panujące przekonania na temat jedzenia, jakie wielkie koncerny i lobbyści za tym stoją i jak niewiele zalecenia państwowych instytucji mają się do troski o nasze zdrowie. Nawet jeśli kogoś nie interesuje temat odchudzania, polecam książkę chociażby z tego powodu ;)

W literaturze fachowej znajdziemy wiele opisów populacji dotkniętych otyłością o skali podobnej do amerykańskiej czy europejskiej; populacji współczesnych, ale nie żyjących w dobrobycie ani w toksycznym otoczeniu, o jak je Qo jim mówi Brownell. Nie zobaczymy w tych środowiskach cheeseburgerów, napojów gazowanych, lokali dla zmotoryzowanych, komputerów czy telewizji (czasem nawet książek, może poza Biblią) ani nadopiekuńczych matek, które nie pozwalają dzieciom wałęsać się swobodnie po okolicy.

W tych populacjach dochody bynajmniej nie wzrosły; nie znano narzędzi usprawniających pracę, nie nastąpiła zmiana pracy na mniej aktywną; nie było też biernych rozrywek. Niektóre z tych populacji wręcz cierpiały nędzę dla nas dziś niewyobrażalną. Ci ludzie, według hipotezy o przejadaniu się, powinni być tak szczupli, jak tylko to możliwe, a jednak nie byli. 

Wybrane przytoczone informacje o populacjach jednocześnie otyłych i u których „się nie przelewało”. Tych ludzi nie było stać na McDonaldsy, ale nie było też stać na bogate w składniki odżywcze pożywienie.

1954: plemię Pima (USA) - połowa dzieci z plemienia Pima jestotyła w wieku 11 lat, warunki życia w rezerwacie nad rzeką Gila: „powszechna nędza”.

1959: Charleston w stanie Karolina Południowa - 30% kobiet kobiet jest otyłych, dochód w rodzinie na głowę waha się w przeliczeniu na dzisiejsze 65 do 390 dolarów tygodniowo.

1960: Durban w Afryce Południowej – wśród Zulusów 40 procent dorosłych kobiet jest otyłych — nadmiernej otyłości, donoszą badacze, towarzyszą często liczne oznaki niedożywienia.

1961: Nauru, Południowy Pacyfik – miejscowy lekarz opisuje sytuację bez ogródek: „Według standardów europejskich, każdy, kto osiągnął dojrzałość płciową, ma tu rażącą nadwagę”.

1961–1963: Trynidad, Indie Zachodnie – jedna trzecia kobiet, które ukończyły dwadzieścia pięć lat, jest otyłych, przy spożyciu średnim poniżej zalecanej ilości kalorii.

1963: Chile – wśród robotników otyłość występuje u 35 procent mężczyzn i 39 procent kobiet. Robotnicy interesują nas najbardziej, ponieważ ich praca najprawdopodobniej wymagała znacznego wysiłku fizycznego.

1970: Lagos, Nigeria – wśród kobiet między pięćdziesiątym piątym a sześćdziesiątym piątym rokiem życia 40 procent jest bardzo otyłych.

1971: Rarotonga, Południowy Pacyfik – otyłych jest 40 procent dorosłych kobiet; 25 procent — „rażąco otyłych”.

1974: Chile (raz jeszcze) - specjalista w zakresie żywienia z Katolickiego Uniwersytetu w Santiago donosi o badaniu 3300 robotników, w większości zajmującychud Qjmujący się ciężką fizyczną pracą. „Tylko” 11 procent tych mężczyzn i 9 procent kobiet jest „poważnie niedożywionych”; „tylko” 14 procent mężczyzn i 15 procent kobiet ma „poważną nadwagę”. Z grupy wiekowej powyżej czterdziestego piątego roku życia, blisko 40 procent mężczyzn i 50 procent kobiet jest otyłych. Dietetyk donosi też o badaniach w Chile w latach sześćdziesiątych, zauważając, że „najniższe wskaźniki [otyłości] widać wśród robotników rolnych. Największa otyłość występuje wśród urzędników biurowych, ale jest ona także częsta wśród mieszkańców slumsów”.

 

Wisienka na torcie, niezrozumiała dla większości współczesnych…

 

Trzeba przyznać, że gdy w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX wieku dietetycy i lekarze o zacięciu naukowym omawiali wysoki poziom otyłości w populacjach ubogich, byli otwarci na poznanie jej przyczyn. Zastanawiali się nad nimi (i słusznie) i nie upierali się, że znają odpowiedź (też słusznie).

W tych czasach otyłość wciąż uważano za wynikającą z niedożywienia, a nie nadmiaru pożywienia, jak dzisiaj.