No i wreszcie się doczekaliście. Fragmenty książki Taubesa „Dlaczego tyjemy i jak sobie z tym poradzić?”.

Od razu zaznaczam, iż moim zamiarem nie jest nielegalne rozpowszechnianie kopii jego książki, ale popularyzacja wielu cennych informacji  i wniosków, które w niej zawarł – bo to po prostu trzeba przeczytać. I zacząć używać własnego rozumu, by wyciągnąć własne wnioski z masy danych w niej zawartych.

Korzystam zatem z prawa cytatu :)

Podkreślę też, że… nie zgadzam się też w Taubesem w 100%. Jego książka w większości bardzo podkreśla rolę insuliny w historii otyłości, nieco mniej brak składników odżywczych i w zasadzie nie skupia się na innych konsekwencjach albo przyczynach otyłości (np. takich, jakie choroby jest w stanie wywołać niedożywienie z braku składników odżywczych i przez to również stać się przyczyną tycia).

Tymczasem otyłość lub inne problemy ze zdrowiem mogą być wywołane całym szeregiem różnych przyczyn, chorób wywołanych właśnie wielokrotnie przytaczanym w książce brakiem składników odżywczych w spożywanych pokarmach – niewiele jednak tym innym sprawom poświęca miejsca. Jeszcze nie trafiłam na książkę która kompleksowo by to wszystko połączy, ale nie tracę nadziei iż ktoś kiedyś ją stworzy…

No to zaczniemy dzisiaj…

Dlaczego przyjmujemy na wiarę coś, co nie do końca się sprawdza?

„Podstawową przyczyną otyłości i nadwagi — jak twierdzi Światowa Organizacja Zdrowia — jest brak równowagi między kaloriami dostarczanymi wraz z pożywieniem a wydatkowanymi”[2]. Tyjemy, kiedy przyjmujemy więcej energii, niż zużywamy (w terminologii naukowej — mamy dodatni bilans energetyczny), a chudniemy, gdy wydatkujemy więcej, niż przyjmujemy (ujemny bilans energetyczny). Pożywienie to energia, a mierzymy ją kaloriami. Gdy zatem spożywamy więcej kalorii, niż spalamy, tyjemy. Jeśli spożywamy mniej kalorii, chudniemy.

Takie postrzeganie naszej wagi jest na tyle przekonujące i powszechne, że dzisiaj właściwie nie da się w nie nie wierzyć. Nawet jeśli mamy mnóstwo dowodów na to, że jest inaczej — przecież od tylu lat staraliśmy się mniej jeść i więcej ćwiczyć — bardziej prawdopodobne jest, że zakwestionujemy własne poglądy i siłę woli niż twierdzenie, że o naszej otyłości decyduje brak równowagi kalorycznej.

W tej książce zamierzam dowieść, że wina leży po stronie medycznej ortodoksji — zarówno poglądu, że nadmiar tłuszczu bierze się z nadmiaru kalorii, jak i błędnych porad, które z niego wynikają. Chcę udowodnić, że paradygmat otyłości oparty na bilansie kalorycznym jest nonsensowny. Ani nie tyjemy dlatego, że jemy za dużo i ruszamy się za mało, ani nie możemy rozwiązać tego problemu, postępując na odwrót. To przekonanie to nasz swoisty grzech główny — nigdy nie uda nam się rozwiązać własnych problemów z wagą, nie mówiąc już o problemach całego społeczeństwa z otyłością, cukrzycą i innymi chorobami, jeśli tego nie zrozumiemy i nie naprawimy.
Nie jest jednak moją intencją sugerowanie, że istnieje magiczna recepta na schudnięcie, a już na pewno nie taka, która nie wymaga poświęceń. Pytanie brzmi: co trzeba poświęcić?