To naprawdę zaskakujące, ile wokół jest przetworzonej żywności. Zazwyczaj uderza mnie to, kiedy jestem na zakupach. Bywały na początku chwile, że całe działy przechodziłam nie mogąc znaleźć nic dla siebie (pomijając warzywniaki oczywiście). Teraz najbardziej dokucza mi to przy dłuższych wyjazdach, gdy nie ma się dostępu do kuchni. Trudno wtedy jeść bardzo urozmaicone posiłki. Ratuję się oczywiście większą niż zazwyczaj ilością warzyw, owoców, serów, kupnych wędlin (niestety), potrawami typu kurczak z rożna, a początkowe 1-2 dni czasem spędzam na tym co przygotuję sobie w domu i zabiorę w podróż. Świat stanął na głowie, bo coraz mniej to co jemy przypomina jedzenie.

Czytałam w tym tygodniu w serwisie natemat.pl artykuł pod wymownym tytułem: „Jedzenie ma być tanie. Polaków nie interesuje co jedzą, tylko za ile

Ludzie poupadali na głowę… albo dają sobie aż tak kit wciskać? Strach uwierzyć, że jedynym kryterium dla 80% rodaków jest cena.

Czy oni naprawdę myślą, że jedyną funkcją jedzenia jest zaspokojenie głodu – i najlepiej zrobić to najtańszym kosztem? Po lekturze artykułu chyba znam odpowiedź.

„Ekspert” dietetyk szerzy też starą śpiewkę z rodzaju, że zdrowe produkty  są drogie. Niech mi ktoś znajdzie sklep, w którym kilogram jako tako wyglądającej marchewki jest droższy od kilograma smacznych frytek :D Rozkład cenowy zdrowych produktów, mało przetworzonych to raczej średnia – nie górna półka. Co gorsza na górnej półce cenowej nieraz nie spotkamy dobrych jakościowo produktów (szczególnie ceny wędlin nie gwarantują teraz niczego). Na plus p. Krawczyńskiej trzeba przyznać, że podkreśliła że samodzielnie zrobione dania ze składników są zazwyczaj o wiele zdrowsze i mogą być tańsze od sklepowych gotowców, że nie zawsze wysoka cena równa się jakość.

Polecam artykuł, niby nie odkrywa na nowo Ameryki, ale to krótkie studium jak myślą u nas ludzie o jedzeniu…

A bohaterowi artykułu, p. Januszowi, wypada tylko życzyć, by kiepskiej jakości parówki z leczo nie odbiły się za kilka lat na jego zdrowiu :)