W sklepach trwa bożonarodzeniowe szaleństwo. Byłam wczoraj w Magnolii popołudniu i nie zamierzam się tam wybierać aż do powrotu z urlopu przed końcem miesiąca. Tłumy z szaleństwem w oczach przemierzające korytarze, niesamowite kolejki… a najgorsze że w Tesco nie było już moich śledzi! Jak raz w roku zdarzają się święta na które jest mnóstwo mojego ulubionego jedzenia, a sklepy prześcigają się w promocjach na nie, to nadmiar klientów taki chwilowy psikus musi wywołać :D Tak więc najbliższe śledzie tylko u rodzinki, bo moje zapasy przedświąteczne już się kończą i lodówka przed wyjazdem świeci pustkami.

Swoją drogą, jestem chyba jedyną osobą „na diecie” z wszystkich znanych mi osób, która nie musi się martwić świątecznym menu. Żyć, nie umierać :)