Wprawdzie już po Wielkanocy, ale przepis na pyszny sernik jest zawsze aktualny.

Oryginalny przepis pochodzi z Kuchni Lidla, ja go nieco zmodyfikowałam wyrzucając z niego nadmiar cukru i zmniejszając ilość składników o połowę – sernik w oryginale mieścił się na dwóch blachach!

Ilość idealna na płaską okrągłą blachę 26 cm lub tzw. keksówkę.

Składniki:

  • 400-500 gram sera sernikowego najbardziej tłustego, jaki znajdziesz. Ale uważaj by spojrzeć na etykietę! Ja używam takich, które mają do maksymalnie 10/100 gram węglowodanów; bez większego trudu znajdziesz takie nawet w pobliskim dyskoncie, skoro w Lidlu twaróg Pilos ma się nienajgorzej ;)
  • ekstrakt waniliowy lub inny aromat (nie zalecam cukru waniliowego ani wanilinowego)
  • 5 schłodzonych jaj
  • czubata łyżka skrobi/mąki ziemniaczanej
  • dwie łyżki słodzika do pieczenia lub cukru (jak kto woli, pamiętajmy że słodziki to nie jest cudowne remedium i też mają swoje wady); jeśli ktoś nie jest jeszcze przyzwyczajony do niewielkiej słodkości może dodać więcej cukru
  • około 80g miękkiego masła (nie margaryny!)
  • szczypta soli

Narzędzia: mikser/blacha do pieczenia/dodatkowy pojemnik na przechowanie białek/łyżka do mieszania

Na początek oddzielamy żółtka od białek. Białka wstawiamy z powrotem do lodówki, by dalej się chłodziły. Schłodzone łatwiej się ubiją.

Żółtka ubijamy na puszystą, jasną masę razem z cukrem lub słodzikiem. Sprawdzamy czy odpowiada nam poziom słodkości (niektórym nie wystarczą 2 łyżki, dla innych będzie nadto). Jeśli dodaliśmy cukru – po ubiciu, nie czujemy jego grudek w masie. Będzie dosyć gęsta, zwiększy swoją objętość w porównaniu do wyjściowej.

Potem powoli dodajemy po kawałku miękkiego masła i ekstrakt. Na końcu powoli dodajemy po porcji twarogu. Z każdym składnikiem masa będzie coraz bardziej płynna. Powinna być gładka, bez grudek, ani widocznych poszczególnych składników.

Czas najwyższy na włączenie piekarnika – 150 stopni.

Potem dodajemy łyżkę skrobi – niektórzy nie mieszają mikserem, tylko używają zwykłej łyżki. Ja wolę by wszystko dobrze się połączyło i w ruch dalej idzie mikser.

Wyjmujemy schłodzone białka, dodajemy do nich szczyptę soli i miksujemy aż zmienią się w lśniącą, sztywną pianę.

Łączymy z masą serową. Starannie mieszamy, by się połączyły.

Przelewamy do przygotowanej blachy. W oryginalnym przepisie, blachę oprószano zmielonymi biszkoptami, by ciasto ładnie odchodziło od brzegów. Oczywiście ze względu na innych spożywających to ciasto, można nawet wyłożyć blachę biszkoptami. Dla nas zostanie przepyszny środek ;)

Wstawiamy do piekarnika. Pieczemy około 50 minut w 150 stopniach. Ja czasem trzymam nieco dłużej, w zależności w jakiej foremce pieczę. Jeśli jest bardziej szeroka i płytka – w zupełności wystarczy. Jeśli pieczemy w tzw. keksówce, ciasto będzie wyższe i prawdopodobnie będzie trzeba czas przedłużyć.

Na początku sernik będzie bardzo puszysty i wilgotny. Najlepszy do jedzenia po około 1-2 dniach.

Ilość węglowodanów na całe ciasto: od około 40 gram wzwyż (im więcej cukru/słodzika tym ilość oczywiście wyższa). Ja używam najczęściej twarogu z 5-6 gram/100 węglowodanów, więc z sera mamy około 30 gram. Reszta to minimalnie w żółtkach oraz skrobia i cukier (ilość jest indywidualna, ja zawsze ważę na kuchennej wadze).

Smacznego :)