Stało się. Wredny przestój dopadł i mnie, najwyraźniej mojemu ciału bardzo nie podoba się utrata zapasów. To nic, że na początku drogi i nawet teraz jest ich zbyt wiele…

Odchudzanie to proces. Wiadomo, skoro nie zdobyliśmy swojej wagi w ciągu tygodnia, to i w ciągu tygodnia nie zrzucimy tego nadmiaru. Człowiek chciały tu i teraz, natychmiast, na jutro wstać piękny i dokonały rano z łóżka i pozostać takim do końca życia. Nie da się… i to chyba żadna nowina. Lubimy wierzyć w bajki i obietnice. Ja wyjątkiem nie jestem…

Z jednej strony zastanawiam się, na ile ten przestój jest związany ze zwiększoną ilością węglowodanów przyjmowanych na dobę (trochę więcej ich ostatnio spożywam), czy może ze zbyt małą ilością wody albo po prostu z oporem organizmu przed traceniem nadwagi. Czuję się coraz szczuplejsza i lżejsza, tymczasem waga nic nie potwierdza. Centymetry również. To się nazywa złośliwość ;)

Przez ostatnie trzy tygodnie waha się waga w granicach 67,9-69. Postanowiłam zrobić więc eksperyment dwu-trzydniowy, eliminując każdy z potencjalnych problemów. Na razie  dopijam. To zaszkodzić nie może – przez ostatni tydzień piłam bardzo mało jak na siebie i czas wyrównać braki. Kiedy organizm już woła o picie, to nie ma co zwlekać.