Przepis na pierniczki dawno temu wynaleziony w sieci. Nie jest niskowęglowodanowy, a w zasadzie w dodatku ma gluten w głównym składzie. Cóż, grzeczna cały rok nie jestem. Ale nie powtarzajcie tego Mikołajowi, wystarczy że ominął mnie szóstego :D

Składniki:

500 g mąki

200 g miodu (prawdziwego, żadnej mieszanki miodów z marketów!)

200 g cukru pudru (od biedy można użyć zwykłego cukru, ale kryształki będą wyczuwalne)

120 g roztopionego masła albo oleju kokosowego

łyżka przyprawy do pierników, łyżeczka sody

jajko

Lekko podgrzać miód (!)  z przyprawą i cukrem pudrem. Zamieszać, by się wszystko ładnie połączyło, jeśli są grudki – rozbić i mieszać aż powstanie jednolita masa. Schłodzić nieco.

Wymieszać mąkę z sodą, dodać do masy. Wymieszać, po czym wlać roztopione masło. Jeśli jest w miarę chłodne, można od razu jajko dodać (chodzi o to, by pod wpływem ciepła masy piernikowej jajko nam się nie ścinało).

Jeśli użyliśmy za dużo maki, można dodać jajko małe lub dodać tłuszczu.

Ugniatać masę aż będzie gładka, nie będzie widać rozdzielonych składników. Odstawić do lodówki na kilka godzin. Takie ciasto piernikowe spokojnie nawet parę dni może w lodówce stać.  Potem rozwałkować, wykrajać wzory.

Piec w temperaturze 150 stopni jakie 10-12 minut.  Ciasteczka bardzo rosną, więc nie układać ich ciasno na blaszce! Im grubsze, tym dłużej pieczemy.

Kruszeją mniej więcej do tygodnia, jak dodamy jabłko  do pojemnika – to dzień lub dwa.

Wersja z mąką amarantusową zamiast zwykłej  – bezglutenowa

Mąka amarantusowa bardziej chłonie wilgoć. Tą wersję zrobiłam tylko raz, bo mąka mi się szybko skończyła :D Trzeba ograniczyć mąkę amarantusową do ok 450 g a nawet więcej. Jeśli mimo to masa będzie za sucha, można dodać małe jajko czy oleju kokosowego.  W smaku pierniczki z amarantusa są nawet smaczniejsze, lżejsze bym powiedziała. Nie mam pojęcia ile tu jest węglowodanów, sam przepis pewnie nawet by bez cukru wyszedł w nieco innej proporcji, ale takie eksperymenty zostawię sobie na przyszły rok.