Dzisiaj kolejne wory wylądowały w pojemnikach na śmieci. Nie mieści mi się w głowie, gdzie ja to wszystko upchnęłam? Naprawdę niepojęte. Objętościowo wprawdzie nadrabia się przy wrzucaniu czy mięciu papierów przez wylądowanie w czarnym worku, ale nadal. Zostało mi niewiele rzeczy w samym pokoju, prawie wszystko jest pochowane. Mniej więcej ogarniam już rozłożenie swoich rzeczy. Pierwszą fazę odgracania uważam za zakończoną sukcesem.

balagan]

Oczywiście to jedynie mój pokój i kawałek szafy w przedpokoju, który ogarnęłam. A zostało jeszcze sporo. Kuchnię to chyba 3 dni będę sprzątać i szorować… Jutro idę po farbę i śrubki do zawiasów w drzwiach. Kilka dni temu miałam „mały” wypadek z kawiarką w kuchni, w wyniku czego gorące ziarenka bezkofeinowej i brunatna maź rozprysnęły się po całym pomieszczeniu. Kolejny weekend spędzę zapewne na drobnym remoncie kuchni i znów będzie sprzątanko…

Po takim dużym sprzątaniu zawsze czuję się jak połamana… dzisiaj też. Ale mam przynajmniej satysfakcję, ile udało mi się zrobić. I ulgę na przyszłość. Nowe meble i ustawienie są znacznie bardziej praktyczne. Wszystko jest pochowane, ma swoje miejsce, prawie niczego nie będzie na wierzchu…. No, prawie. Płyt jeszcze nie przejrzałam :D i muszę znaleźć sensowne miejsce na drukarkę. I wynieść stary regał służący teraz za mebel roboczy. Ale to pikuś, jak to mówią.

Jeśli mi się uda, to jutro rano przed wyjściem zdołam odgracić jedną z szaf w przedpokoju.  I wyciągnąć bożonarodzeniowe dekoracje. Spokoju nie mąci mi myśl, jak długo ten porządek się utrzyma, bo wiem że na pewno nie w nieskończoność…  teraz jestem ciut mądrzejsza i nawet nauczyłam się zwalczać w sobie żal za wyrzuconymi rzeczami. Wystawiłam parę rzeczy na allegro. Jak na razie przybyło mi całe 9 zł ;) majątek… Także wśród rzeczy na sprzedaż będę musiała zrobić po pewnym czasie lekką segregację, bo nie wszystko się sprzeda przecież. Na razie jednak zostawiam to na wieczne ‚jutro’.