Jednym z moich największych błędów była wiara w system „mniej jeść, więcej ćwiczyć”. Teoria kaloryczna, jakoby za nasz wygląd odpowiadał wyłącznie bilans kalorii, doprowadziła do paskudnych problemów zdrowotnych i przytycia do rozmiaru 44. Mniej więcej małego wielorybka ;)

wieloryb

Mnóstwo poradników i specjalistów głosi pogląd, że ćwiczenia fizyczne są niezbędne w redukcji nadmiernej wagi i zachowaniu zdrowia. Z aktywności fizycznej czynią główny element, od którego zależy nasz wygląd.

Jeśli chcesz być kulturystą, to pewnie będzie jeden z najważniejszych czynników. Ale ja należę do zwykłych ludzi, nie wyczynowych sportowców. Wygląd zależy od zdrowia. Chore ciało, lub takie które doprowadzamy na skraj choroby, nie będzie dobrze wyglądać. Szkoda, że 3 dekady zajęło mi dojście do tego wniosku…

Katowanie się dietami niskokalorycznymi i najczęściej niskotłuszczowymi oraz treningi nieodpowiednie do ilości dostępnej i dostarczanej z pożywieniem energii powoli i po cichu rujnowały przez lata zdrowie. Przyjęliśmy myśleć, że chorym jest człowiek który potrzebuje lekarza (no, przeziębiony lekarza nie potrzebuje ;) ). Miałam wieloletnie problemy z hormonami, skórą, a po kilku wielomiesięcznych kuracjach antybiotykami i mnóstwem innych konwencjonalnych lekarstw – wątrobą, jelitami, wzmogły się typowe objawy alergii czyli mój system odpornościowy urządził strajk. Nie łączyłam tego zbytnio z dietą czy ćwiczeniami. Sądziłam, że to skutki uboczne przyjmowania niekiedy bardzo inwazyjnych leków.

Pierwszym odejściem od postawienia na ćwiczenia przy odchudzaniu była zmiana diety na niskowęglowodanową. Nagle okazało się, że schudnąć można przyjmując całkiem sporo kalorii i nie ćwicząc. Siłą rzeczy ten sposób odżywiania spowodował, że zaczęłam jeść jedzenie o wysokiej wartości odżywczej i mało przetworzone; nawet w porównaniu do diety Dąbrowskiej na której zdarzyło mi się bywać wcześniej – różnica była znaczna. Sprawdzenie składu produktu jest pierwszym odruchem gdy coś kupuję. Wyszło mi to na dobre, wyregulowanie insuliny i poziomu cukru było jedną wymierną korzyścią. Z perspektywy półrocza wysuwa się na podium zupełnie inna. Zmiana diety rozwiązała wiele problemów, których wcześnie ledwie byłam świadoma i nie łączyłam z odżywianiem. Nagle przyjmowałam jedzenie pełne tych składników odżywczych, których wcześniej na restrykcyjnym odchudzaniu nie dostarczałam praktycznie w ogóle. Miałam poważne niedobory jak się okazuje…

Dieta dr Dąbrowskiej i inne wynalazki niech się schowają. Człowiekowi potrzebne jest znacznie więcej składników odżywczych niż można dostarczyć na diecie z przewagą roślin. Od kilku tygodni pochłaniam informacje z różnych źródeł o konkretnych składnikach, z czym się wiążą niedobory, jak wieloletnie błędy w odchudzaniu wpływają na nas  i włos jeży się na głowie. Zafundowałam  sobie niezły bajzel ;/ Teraz mnie nie dziwią wcale nieefektywne metody odchudzania. Walczyłam z wiatrakami, nie dosyć że pozbawiałam się najważniejszych składników które ciało potrzebowało by odzyskać równowagę i schudnąć przez stosowanie diet, to jeszcze tą niewielką ilość jaką dostarczałam organizm zużywał by uporać się z efektem ćwiczeń, a nie na inne bieżące potrzeby. Nic dziwnego, że było tak kiepsko i najważniejsze układy wewnętrzne zaczęły szwankować: hormonalny i immunologiczny. Głupota do kwadratu.

Inna sprawa, że nie tylko ćwiczenia fizyczne przy niedoborze składników odżywczych zużywają te niewielkie ilości które dostarczamy – przez co nie mogą trafić tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Ludzie często myślą,że przez wysoką aktywność fizyczną zniwelują błędy i grzeszki w jedzeniu. Też taka byłam. Myślałam, że mogę sobie pozwolić np. na pączka bo poranek spędziłam na ćwiczeniach.z

Przechodząc na dietę niskowęglowodanową i ucząc się z różnych źródeł o jej zasadach, bardzo często czytałam o tym, że ludzie otyli nieraz czują głód dlatego, że organizm dopomina się nie o kalorie ale o składniki odżywcze których nie dostarczają  z jedzeniem. Często mylą też głód z pragnieniem (przerabiałam na własnej skórze). Poprawa jakości jedzenia jest pierwszym krokiem by to zniwelować, by zacząć łatać wieloletnie błędy i dostarczać ciału to, czego potrzebuje by funkcjonować. W końcu auto bez benzyny nie pojedzie.

Żadne ćwiczenia nie zastąpią błędów w diecie. Bo dieta ma dostarczyć nie tylko kalorii, ale całej gamy różnych składników. Przecież nie wyćwiczymy ich. Gorzej, ćwiczenia mogą zwiększyć zapotrzebowanie na nie i zużyć to, co dostarczamy nie zostawiając na inne reakcje w organizmie nawet resztek.