Motywujemy się różnie. Super zdjęciami z sieci, komplementami od osób, jeszcze inni zawistnym błyskiem w oku znajomych Pań. Miłością np. by na własny ślub wyglądać świetnie (czytałam kilka Pań w sieci których było to główną motywacją, wejść z najpiękniejszym wyglądem w nowy etap życia). Na złość innym, albo dla zdrowia, albo po prostu by wyglądać seksownie. Cały zestaw powodów, zapewne co osoba to nieco inny.

Co mi daje kopa? Pamiętam pierwsze tygodnie na niskowęglowodanowej, ta euforia, by wreszcie po tylu bezskutecznych próbach po prostu centymetry leciały jak szalone. Kilogramy nie tak bardzo – ale co tam. Wygląd i spadający drastycznie % tkanki tłuszczowej były istotniejsze. Wreszcie gładsza skóra, rozwiązanie wielu innych problemów nagle było dostępne na wyciągnięcie ręki. Z każdym dniem było lepiej. Fantastyczne uczucie. Można się od niego uzależnić.

Gdy czytam o różnych dietach, to często podnosi się temat motywacji do wytrwania na diecie. Atkinsa (czytałam) czy Kwaśniewskiego (nie czytałam – patrzę na ogólne info) to takie przykładowe diety, na których na początku zrzuca się spory kawałek, i ich twórcy piszą wprost, że ta początkowa faza, restrykcyjna, ma na celu też uderzenie w motywację. Danie porządnego kopa motywacyjnego. Sama poznałam tego skutki. Wielka, wielka szkoda, że tak mało ogólnie w żywieniu zwraca się uwagę, na widoczność pierwszych efektów.

A dzisiaj… po czasie liczonym już w latach, nadal z uśmiechem przypominam sobie ten czas euforii. Chociaż nie bardzo mnie już on motywuje :P Dzisiaj to po prostu może być koleżanka, która się zmieniła i teraz świetnie wygląda, piękny sierpniowy wieczór idealny wprost na bieganie czy komplement od bliskich i nieznajomych. Przebiegnięcie na autobus odjeżdżający przed czasem czy zrobienie kilku przysiadów sumo… Powodów mam mnóstwo ;) A najbardziej to chyba spojrzenie w lustro. Lubię to co widzę. Nie chcę tego stracić. Chociaż po tylu miesiącach stabilizacji, gdzie brakowało mi ruchu i wcale ‚czysto’ nie jadłam, trudno uznać, że prościzną będzie nadrobienie zrzuconych centymetrów.

Lubię uczucie, gdy wyciągam sukienkę z szafy i pasuje. Błysk podziwu w oczach mijanych panów ;) Odwzajemniony uśmiech przychodnia, gdy uśmiecham się do siebie idąc. Każdy dzień potrafi być małą kopalnią motywacji. Nie muszę mieć konta na Instagramie, by śledzić gwiazdy fit-biznesu czy znane blogerki (ale lubię je czytać).

To po prostu tkwi w głowie.