Są takie produkty, bez których codzienne życie lodówka – stół – żołądek byłoby baardzo trudne. Mam taką bazę produktów, bez których moją lodówkę uznaję za niezaopatrzoną. Zdarzają mi się sezonowe odchyły, albo czasami zachcianki na jakieś produkty – jednakże bez podstaw się nie obejdzie.

Niespecjalnie odkrywcze ‚must have':

– jajka

– masło

– śmietanka 30%, mleko lub mleko zagęszczone do kawy

– warzywka zielone – różne, zależy od sezonu i zawartości sklepowych półek, np. dzisiaj zrobiona zupa brokułowa z…

– rosołu (takiego prawdziwego, gotowanego na kościach parę godzin)

– warzywka ogółem takie jak sałaty, pomidory, papryki, marchewki, czyli to co można normalnie dostać w Polsce i nie zbankrutować

– sery – biały, kanapkowy, mozarella, żółty, brie

– kabanosy

– boczek w plastrach, w kawałku lub podgardle

– pieczarki/boczniaki

– kapusta kiszona, ogórki kwaszone, marchewka kwaszona – ogólnie dobrodziejstwa fermentacji

– różne mięsko na pieczeń

– wątróbka/nerki lub inne podroby

– ryba (z tym bywa różnie, ostatnio mam wenę na śledzie)

– cytryny,limonki

– truskawki lub inne świeże owoce; jako że sezon na truskawki już dogasa, na tapecie są moje ulubione czereśnie i jagody…

Powyższy standardowy zestaw jest uzupełniany różnymi innymi produktami, na które mam w danej chwili ochotę lub kupię w sklepie. Niestety dostępność mało przetworzonego jedzenia w zwykłych marketach pozostawia wiele do życzenia. Nie mam poza nimi za wiele źródeł żywności, niekiedy uda się kupić coś lokalnie. Sami siebie pozbawiliśmy źródeł lokalnego zaopatrzenia, mamy za swoje ;)