Zimą szczególnie brakuje świeżych warzyw i owoców, i jakiegoś urozmaicenia w menu. Nawet jak są dostępne, to ich smak… hm, odbiega od tego co oferuje nam lato.

Od jakiegoś czasu robię sporo kiszonek i koniec końców przyszło mi robić też kwas buraczany. Z początku trochę sceptyczna do niego, zmodyfikowałam przepis i wykonanie mocno w kierunku, z którego powstają pozostałe kiszonki. Ja swoje zamykam w szczelnym słoiku i to okazało się sukcesem.

Przepis jest beznadziejnie prosty: przegotowana, letnia woda, do tego trochę pokrojonych na kawałki buraczków (nie za drobno! ) – powiedzmy wielkości jak przy gotowaniu ziemniaków, łyżeczka soli na litr wody (ja mam himalajską). Opcjonalnie dodatki typowe dla kiszenia jak czosnek, chrzan, koper, korzeń imbiru, etc. Co kto woli.

Kroję buraki, obywam i zostawiam na sitku by odciekły. Przegotowaną wolę wlewam do słoika, dodaję sól i mieszam aż się rozpuści w wodzie. Gdy woda będzie letnia, dolewam nieco kwasu z poprzedniego kiszenia, co wybitnie przyspiesza całą operację. Ale można spokojnie pominąć, jak ktoś nie ma. Wrzucam buraki, ewentualnie dodatki. Zakręcam i odstawiam w ciemne, suche miejsce by nabrało mocy prawnej :) Przy zakręconym słoiku nigdy nie zdarzyło mi się, by wkradła się pleśń. Delikatny osad zaś jest naturalnym efektem kiszenia i występuje nie tylko przy buraczkach.

Buraczki są dobre po ok 2-3 dniach. Ale dobre są też za 3 miesiące (takie najstarsze kiszonki z buraków jadłam). Po otwarciu kwas przechowujemy w lodówce, w szczelnie zakręconym pojemniku. Podobno można przechowywać przez parę miesięcy taki kwas, u mnie nie wytrzymał dłużej niż 4 dni, bo cała zawartość słoika znalazła się w moim żołądku.

Polecam robienie kwasu w litrowych słoikach mniej więcej na 1 osobę. Przy większej ilości amatorów w domu – większych. I robienie rotacyjnie, co zapewnia stałe dostawy zarówno kiszonych warzyw, jak i samego kwasu.

Buraczki surowe mają ok. 7 gram/100 węglowodanów, a więc malutko. Po kiszeniu ilość węgli jeszcze się zmniejsza.

Tradycyjnie, warzywa korzeniowe do kiszenia, można ze sobą mieszać. Wychodzą ciekawe smaki. U mnie jak zwykle prym wiedzie marchewka.

Kwas jest kwaskowaty. Z wyglądu przypomina nawet barszcz wigilijny, jest tylko jaśniejszy ;) W smaku – jak to woda po kiszeniu, z delikatną różnicą na źródło – czyli buraczki. Kwas buraczany to jedna z niewielu kiszonek które mogę pić bez oporów w dużej ilości. Nie przepadam za wodą np. po ogórkach.

Nie robiłam barszczu z kwasu buraczanego, ale skoro zbliża się Boże Narodzenie, w końcu trzeba spróbować. Przepisów jest multum, ja wybrałam najprostszy i w najbliższy weekend będę próbowałam siebie nie otruć :D