Nie wiem, czy kawowy detoks w tak ważnym momencie to jeden z moich najgłupszych czy najtrafniejszych pomysłów w pozbywaniu się uzależnienia od kawy. Fakty przedstawiają się jednak wielce obiecująco, od wtorku nie wypiłam tradycyjnej kawy – parzonej z ekspresu lub rozpuszczalnej. Jaj! I nawet nie czuję efektów odstawienia zbytnio, zazwyczaj dosyć mocno za mną chodzące gdy wcześniej próbowałam pozbyć się nałogu.

Teraz mój umysł był zbyt zajęty ważniejszymi rzeczami, za chwilę mam egzamin do którego przygotowywałam się rok… a ciało drobnym spadkiem formy (gorączka, wyłączone gardło na dwa dni – ale szybko większość objawów ustąpiła :). Złapałam się nawet na tym, że w ogóle nie tęsknię za kawą, jej działaniem. Piłam bezkofeinową mieloną parzoną w kawiarce (dla tęsknoty za smakiem), jednak często zdarzało mi się jej… niedopijać. Zapominałam o niej, o czym  mama często mi przypominała ;) Jedyne, za czym tęsknię w domowej kawce bez kofeiny, to spienione mleko z ekspresu. Taaa… nabiał uzależnia.

Przyszły tydzień to trochę podróży zawodowych, przede mną dwie 7-8 godzinne wyjazdy. Termosik specjalnie nabyty na tego typu wyjazdy zostawiam w domu, nawet herbatki nie biorę. Zobaczymy czy będę się zwijać z tęsknoty i jak długo będę mogła świętować sukces :)