Współczesne wersje diety low carb liczą sobie niecałe dwa stulecia. Wystarczy wymienić nazwiska chociażby Savarin, Stefansson, Lutz, Atkins, Dukan. Zalecenia co do tłuszczy i białek w diecie różnią się u autorów tych diet, jednakże wszystkie podkreślają jeden istotny fakt: to węglowodany powodują problemy z wagą i należą do wyjątkowo tuczących. Tuczą nie przez  swój ładunek kaloryczny, ale przez wpływ na insulinę – podwyższają jej poziom, przez co organizm nie może pobierać energii z tkanki tłuszczowej. Nadmiar insuliny uniemożliwia wykorzystanie energii z tkanki tłuszczowej nawet w sytuacji, kiedy organizm jest na skraju wygłodzenia. Udowodniono to wielokrotnie w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Nie jest to jednak popularna wiedza, bowiem kłóci się z powszechnie obowiązującą doktryną iż nadwaga bierze się tylko z nadmiaru przyjmowanych kalorii.

Węglowodany są głównym stymulantem insuliny. Przez kontrolowanie – ograniczenie ilości węglowodanów w pożywieniu  (stąd nazwa „dieta low carb” czyli mało węglowodanów) – można przywrócić równowagę chemiczną w organizmie i zmniejszyć poziom insuliny do bezpiecznych poziomów, a więc sprawić by tkanka tłuszczowa zarówno przyjmowała, jak i oddawała energię.

Trzeba podkreślić: żadna z tych diet nie wyłącza przyjmowania węglowodanów w ogóle, nawet najbardziej restrykcyjna z nich, tj. dr Atkinsa, tego nie robi. Jest to mit, rozpowszechniany nawet przez zwolenników tej diety.

Opisane na stronie diety nie należą do „diet cud” (czyli obiecujących cuda, a niekoniecznie zdrowie), za wyjątkiem diety Dukana. Każdy z podstawowych składników odżywczych – tłuszcze, białka, węglowodany – ma do spełnienia określoną funkcję w organizmie i wyłączenie jednego z nich nie wyjdzie nam nigdy na dobre. Trzeba znaleźć właściwą dla siebie ich proporcję, by ciało było zdrowe, lub do zdrowia wracało  i było w biochemicznej równowadze. Tylko wówczas możemy liczyć się nie tylko z trwałymi efektami utraty wagi, ale przede wszystkim z samą utratą wagi.