Mrożona kawka własnej produkcji, leżaczek, zielony busz wokół i nowy wiatrak skierowany wprost na mnie… a w perspektywie urlop w niedalekiej przyszłości. Trzeba przyznać, że dzisiejsze popołudnie, nawet zakłócane perspektywą baaardzo długiego poniedziałku, należy do jednych z najprzyjemniejszych z ostatnich miesięcy. Nie przybieram na wadze, tracę centymetry, lepiej się czuję i mam ochotę na ruch.

Naprawiłam dzisiaj szwankujące hamulce w rowerze i wybrałam się na przejażdżkę. Niestety nie wszytko umiem naprawić, nie obejdzie się bez wizyty u specjalisty. Mam nadzieję, że jeszcze pojeżdżę. Nawet w takim upale jak dzisiaj to czysta przyjemność i radość poruszać się, czuć wiatr we włosach i kilometry uciekające pod kołami. To niesamowite jak po utracie obwodów takie drobiazgi sprawiają przyjemność. A jaki człowiek zadowolony, gdy mimo sporego wysiłku i braku jazdy od miesiąca bodajże, nie ma zadyszki, nic nie boli i nie czuje się zmęczony. Rewelacja ;)

I niech mi ktoś powie, że odchudzanie jest tylko dla wyglądu :D

Od dwóch tygodni mam wreszcie więcej czasu, co poskutkowało przepisaniem kilku fragmentów książki Taubesa. Już w przyszłym tygodniu pierwsze fragmenty. Oczywiście nie zamierzam przepisywać wam całej książki, na to nie liczcie. Ale najważniejsze kwestie jak najbardziej!