Co mogę powiedzieć po mniej więcej dwóch miesiącach bez mleka?

Na początku było mniej kawy z mlekiem i w ogóle picia mleka, przyszło co do czego mleka nie spożywałam nawet z kawą. Wyłączyłam też na jakiś czas większość śmietany/serów. Ponieważ szukałam rozwiązania resztek moich problemów z atopową skórą, przeczytawszy o zgubnym wpływie nabiału na tego rodzaju dolegliwości, postanowiłam spróbować eliminacji. Jakie są efekty?

Po dwóch miesiącach mogę powiedzieć, że zdecydowanie są… antymleczne.

Samo wyłączenie mleka poprawiło wygląd skóry. Wprawdzie nie zmniejszyło jakoś drastycznie rogowacenia czy suchości typowego dla AZS, ale mogę powiedzieć nawet po tak krótkim okresie, że większość stanów zapalnych zniknęła… i nowe przestały prawie się pojawiać. Znów zatem cegiełka w kierunku poprawy, ale nie całkowite rozwiązanie problemów.

Zmiany są widoczne nie tylko na buzi, nie zmieniłam w jakiś drastyczny sposób pielęgnacji ani tym bardziej diety w tym okresie więc mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że to wyłączenie mleka pomogło. Jestem zachwycona stanem skóry – zniknęły duże ogniska na rękach, ramiona niemalże gładkie. Po prostu: wow.

Wynik fenomenalny jak na tak krótki okres. Trochę wyniki zaburza chodzenie na saunę, ale nawet tutaj mój organizm ma własne zdanie :D Bardzo nie lubi podczerwieni, ale zwykłe sauny mi służą – na obu byłam w tym czasie, niezbyt regularnie. Gdyby jeszcze dodać do tego regularność w saunowaniu :D byłoby już ślicznie.

Tak więc kontynuuję unikanie mleka. Wapno i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach można z powodzeniem mieć z innych źródeł niż mleko, i to nieraz lepszych niż mleko więc zwyczajnie chyba nawet lepiej na tym wyjdę zarówno kosmetycznie jak i ogólnie.

Mleko a inny nabiał

Jak wspomniałam, ograniczyłam na początku też sery i śmietanę. Twaróg jak i mleko wyłączone; może do twarogu czasem wrócę, muszę przeprowadzić jeszcze testy :)

Generalnie okazuje się jednak, że jednak tak źle z serami i tłustą śmietaną nie jest. Po przerwie znów włączyłam je do jadłospisu, nieduże ilości, ale jednak. Nie zauważyłam żadnego negatywnego wysypu czy nawrotu stanów zapalnych. Może sekret tkwi w dawce, może zwyczajnie przeróbka mleka, jak wielu twierdzi, pozbawia go najgorszych elementów mi szkodzących.

No i najważniejsze… ja nie jem produktów seropodobnych, których pełno jest w sklepach. Poluję sobie na prawdziwe sery, najczęściej pleśniowe (uwielbiam) czy miękkie. Typowego żółtego „sera” (cudzysłów zamierzony), uwielbianego przez Polaków na kanapkach, w pizzy i innych wynalazkach, nie jadam. Nie jadałam także wcześniej, nie widzę powodów do spożywania jedzenia a’la jedzenie. Ani to smaczniejsze, ani nie widzę żadnych innych korzyści. Wbrew pozorom kupno raz na jakiś czas sera a nie seropodobnego wynalazku nie jest specjalnie droższe – wydanie raz na tydzień czy dwa 10 zł na kawałek sera zamiast 5 zł nie jest rujnujące.

Zobaczymy za kilka tygodni jak z serami i śmietaną moja buzia sobie poradzi. Może zrobię też dłuższy eksperyment z wyłączeniem tych produktów, chociaż bym nie chciała… dla mnie to jedne z najsmaczniejszych przekąsek czy podstawa przepysznych deserów (wielbiciele panna cotty wiedzą o tym doskonale).  Czas pokaże, na dzień dzisiejszy wiem już by omijać mleko.