Przeczytałam dzisiaj fantastyczną sentencję:

Rzeczy niemożliwe załatwiam od ręki, na cuda trzeba trochę poczekać.

Czasem tak się czuję, iż mogłabym góry przenosić. Ale nie w poniedziałki. W poniedziałki zazwyczaj wracam do dziwnego biurowego trybu. Jakim cudem tyle spraw przez weekend urosło i nawarstwiło się? Chyba zasada Pareto zadziałała, 20% czasu przynosi mi 80% zajęć.

Choinka ubrana, czeka na prezenty pod nią. Prawie wszystkie już dla przyjaciół i znajomych przygotowane, wystarczy zapakować. Wprawdzie nie dla krewnych, bo muszę odebrać parę drobiazgów, ale i w tym roku dużo przed czasem uporam się z podarunkami.

Przed świętami, jak co roku, zrobiłam tonę pierników… to też mój podarunek dla innych. Przepis już niedługo.  Z niskowęglowodanową dietą ma niewiele wspólnego, ale w gruncie rzeczy kto mi broni je upiec i od czasu do czasu kilka zjeść? :D