Każdy pewnie słyszał o minimaliźmie. Ja też. Ba, nawet czytam parę blogów o tej tematyce!

Ale po dzisiejszym dniu nie mam żadnych złudzeń, musiałabym bardzo mocno upaść na głowę by zmienić się w minimalistkę. Składuję takie straszne ilości rzeczy, że się w głowie nie mieści! Zawsze przy przeprowadzkach czy gruntownych porządkach staram się bardzo odgracić półki i szuflady. Dzisiaj też. Wyrzuciłam sporo, ale nadal… tragedia. I gdyby to były jeszcze ciuszki… o nie.

Czuję, że przez najbliższe parę tygodni będę musiała nieco w nowych szafach i starych półkach, zrobić kompletny remanent i wywalić pewnie z połowę rzeczy… no nic. Dzisiaj się cały dzień napracowałam przy tym, za wyjątkiem chwil gdy panowie składali mi nowe mebelki. Śliczne nowe mebelki. Bardzo pojemne. Ale chyba nie dadzą rady komuś takiemu jak ja :)

Za małe szafy albo za dużo antyminimalizmu… Life is full of zasadzkas ;)